Grog

Flores Komodores

Po odespaniu transferu z Sumbawy, na Flores zastaje nas upalny dzień. Szybko okazuje się jak dużo marketingu stoi za nazwą hotelu do którego trafiliśmy nocą – Hotel Centro Bajo zlokalizowano dobre 20 minut od właściwego centrum Labuan Bajo. Skwar z nieba leje się niemiłosiernie. Plan na dziś to złapanie skuterów i transportu na archipelag Komodo. […]

Czytaj więcej »

Security first

Kręcąc się po 'okolicy’ nie moglibyśmy nie zahaczyć o Komodo słynące z wielkich waranów. Aby dotrzeć do Labuan Bajo na wyspie Flores (bazy wypadowej na Komodo i Rince) mamy z Lomboku do przebycia całkiem spory kawałek drogi, hmm.. jakieś 600 km. Udaje nam się złapać tani lot lokalnymi liniami Garuda Airlines do Bimy na wyspie […]

Czytaj więcej »

Lombok trip

Ostatni dzień na Lombok przeznaczyliśmy na rekreację na skuterach. Poobcierane od leżenia na deskach surfingowych ciała, obolałe od paddlowania mięśnie i spalone od słońca plecy i nogi skutecznie wybiły nam na chwilę z głowy kolejne podejście do surfowania. Przejechaliśmy spory fragmet południowej części Lomboku, niezliczoną ilość razy odmachując lub odpowiadając na rzucane w naszą stronę […]

Czytaj więcej »

Unexpected Batur

Na śniadanie dnia następnego już nie musimy biec – dzięki sporym parasolom. Wg słów zasymilowanego na Bali Polaka, którego spotkaliśmy w przyhotelowej knajpce, taka pogoda w trakcie suchej pory roku trafia się pierwszy raz od 3-4 lat, a same opady są bardziej obfite niż te przytrafiające się w trakcie pory deszczowej (szcześciarze). Wypad na rajskie […]

Czytaj więcej »

Hati-hati na Bali

To będzie trudny wpis bo ciężko opisać tę niesamowitą wyspę widząc ją głównie skąpaną w strugach deszczu. Ciężko też pewnie będzie utrzymać ton wpisu w niedepresyjnym tonie, pomimo tego, że wbrew pozorom bawiliśmy się tam całkiem nieźle. Zaczęło się bardzo obiecująco. Na Bali dotarliśmy po krótkim locie. Lotnisko Denpasar w stosunku do tego w Dżogdży […]

Czytaj więcej »

No reason

Osoby, które miały przyjemność obejrzenia filmu 'Rubber’ (’Mordercza opona’) z pewnością pamiętają wielokrotnie powtarzaną kwestię 'No reason’ w odpowiedzi na padające w różnym kontekście pytania. Idąc dalej tym tropem można by śmiało zakwalifikować Lotnisko w Yogya jako wymarzone miejsce na kontynuację wspomnianego wcześniej hitu. – Po co na Lotnisku w Yogya są bramki? – 'No […]

Czytaj więcej »

No sunrise today, sir

Jako kolejne punkty na naszej check-liście To Do w Yogyakarcie zaplanowaliśmy wizytę w świątyniach Borobudur i Prambanan, które najdują się na obrzeżach miasta. Wycieczka miała być również naszym chrztem na drogach Indonezji. Po kilku odmowach w końcu udało się znaleźć agencję, która zgodziła się na wypożyczenie samochodu bez kierowcy (450 000 IRD ok 40$/dzień). 6-osobowa […]

Czytaj więcej »

Dżogdża

Yogyakarta, zwana też pieszczotliwie Dżogżą to wg przewodników stolica kulturalna Indonezji i jedyne miejsce, w okolicy, w którym, przynajmniej teoretycznie powinno nam się udać zachować zasadę „DwaZabytkiJednoPiwo”. Po dotarciu do hotelu uruchomilśmy standardowa procedurę – zrzucenie bagaży, prysznic i to co tygryski lubią najbardziej – plądrowanie okolic z jedzenia. Tym razem tygryski dość długo błąkały […]

Czytaj więcej »

Elfikova cesta

Samochodem do Ostrawy, Pendolino do Pragi, 777 do Dubaju i ponownie 777 do Jakarty. W końcu po 32h podróży, jesteśmy na miejscu. Poza incydentem z Praskim taksówkarzem, który wyzwał nas od „skurwiałych żebraków” na widok garści drobnych jakimi usiściliśmy rachunek, tranzyt  należy uznać za wyjątkowo bezproblemowy, uprzyjemniany kolejnymi atrakcjami. Ot, chociażby czeski pomysł – gra […]

Czytaj więcej »

Rajzefiber

Pakowanie jak zwykle w pośpiechu ale odrobina przedwyjazdowej nerwówki jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Appka z odliczaniem dni do urlopu wskazuje 0. No to pa. Lecimy do Indonezji.

Czytaj więcej »

Wielka pętla Mekongu

Wiemy już gdzie bywają i czym zajmują się w tym rejonie turyści. Czas na zbadanie miejsc, do których, mamy nadzieję nie docierają. Plan na trasę był dosyć prosty – jedziemy kilkanaście kilometrów lokalną drogą do Cai Be, tam wskakujemy na mniej lokalną trasę do Vinh Long. Następnie lokalnymi drogami do Tra Vinh, gdzie po przejechaniu […]

Czytaj więcej »

Một hai ba, joł!

Były miasta, miasteczka, radzieckie kolonie i plaże. Nadeszła pora na odrobinę wietnamskiej dziczy, która wg wielu źródeł od lat pozostaje niezmieniona, cały czas żyje własnym tempem i ma ponoć niepowtarzalny charakter. Konkretnie: pora odwiedzić deltę Mekongu. Olbrzymi teren, pokryty siecią mniejszych rzek i kanałów, będący miejscem akcji „Czasu Apokalipsy” Coppoli, gdzie spodziewamy się zaznać mniej […]

Czytaj więcej »