Sistas and bradas
Surfin’ is the only life the only way for me
Now come on pretty baby and surf with me
Beach Boys – Surfin
Jeżeli każda napotkana osoba zwraca się do Ciebie per Siostro\Brachu to jest duże prawdopodobieństwo, że znalazłeś się w surferskiej wiosce Kuta na wyspie Lombok. Na wyspę dotarliśmy w 4h promem (public ferry za 40K IDR) z Bali z Padang bai do Lembar na Lombok. Ta całkiem spora wyspa z drugim co do wielkości wulkanem w całej Indonezji (Rinjani – 3726 m n.p.m) dzięki niezwykle dogodnym uwarunkowaniom klimatycznym stała się jednym z wiodących kierunków dla miłośników surfa w tym kraju (kiełkuje również kite). Surfuje się głównie na południowej części wyspy. Najbardziej znane spoty to Bangko Bangko (Desert Point), Gerupuk oraz Mewun (Mewi). Za wyjątkiem tego pierwszego (przez niektórych uważanego za najlepszy spot świata) pozostałe są łatwo dostępne z Kuta, która z rybackiej wioski stała się główną bazą wypadową surfowej braci. Do Kuta dotarliśmy taxą z Lembar za 180K IDR w ok1h. Wioska pomimo tak dogodnej lokalizacji i trwającego już kilka lat dużego zainteresowania ze strony surf-turystów wydaje się być na początku transformacji. Zachowując wciąż swój dziewiczy urok mocno kontrastuje ze swoją imenniczką z Bali. Całość wioski stanowi ledwie kilka uliczek, których pobocza składają się głównie z bambusowych chat pełniących różne role począwszy od warungów, „surf shopów”, na wulkanizatorze kończąc. Pozostała zabudowa to już „normalne” noclegownie, bungalowy, małe hotele. W te i we wte krążą skutery z przymocowanymi deskami, wałęsają się uśmiechnięci wychillowani bradas and sistas. Wszystko w koło dzieje się na zwolnionych obrotach, wszechobecny lazyness szybko zaczyna nam się udzielać. Po lazy posiłku (ok 40 min oczekiwania ale było warto) w warung Sonya czas na załatwienie mieszkania. Pomimo sporej bazy noclegowej mamy jednak kłopot ze znalezienie czegoś dla siebie.
Po kilkunastu „It’s full Bro” (dziwne, wydaje się że tłoku nie ma) w końcu lokujemy się w Shore Bar. Cena nienajlepsza, hotel wygląda jakby był zesquotowany i chłopaki wyczuły interes ale z braku laku decydujemy się. Trwa ewidenty remont. Sprzęty w pokojach jak lodówka, tv, klima, meble nowe, reszta stare. Spoglądając z balkonu na wewnętrzny basen aż chce się do niego wskoczyć dopóki nie podniesiemy nieco wzroku na jego koniec gdzie trwa łatanie ogrodzenia pod którym załatwiają sie koty. W ogóle nam to jednak nie przeszkadza, a wręcz ubarwia pobyt. Jest za to blisko do „centrum” (dwie krzyżujące się ulice) i kilkanaście metrów od turkusowej zatoki. Zaraz obok jest wypożyczalnia Kite ale niestety wiatru nie będzie przez najbliższy tydzień więc pozostaje już tylko surfing. No ale jak tu zacząć temat skoro nie mamy o nim zielonego pojęcia? No problem Bradas and Sistas, w okolicy roi się od szkółek surfingowych prowadzonych przez tubylców, nasz wybór pada na Surfing Bradas:).
Bradas nauczą nas podstaw na mniejszych falach:
1. How to pedaaall (paddle) ;)
2. How to stand uuupp
3. How to balaaaanccce
Jeszcze krótki spacer po okolicy, Bintang z widokiem na grupkę mieszanych surferów imprezujących przy ognisku na plaży (jak się potem okazuje codziennie taka biba panuje obok Warungu Rasta) i spać.
Rano pierwsza lekcja surfingu :)
ładowanie mapy - proszę czekać...