Beep, beep, beep
Mija 30h od wylotu z Krakowa. Po tranzycie w Qatarze i miedzylądowaniu w BKK w końcu ladujemy na lotnisku Noi Bai w Hanoi. Wysiadamy i…jest przyjemnie. Wcale nie wlewa się w nas stęchła wilgoć, o której można przeczytać w sieci. Jest ciepło ale rześko, powietrze przyjemne…w BKK było o wiele duszniej. Choć na płycie lotniska widać kolorowe samolototy Vietnam Airlines nie można się oprzeć wrażeniu, że całość lotniska spowija komunistyczna nuta. Hala przylotów w Noi Ban to jeden terminal o powierzchni małego lidla i podobnym wystroju, podzielony na pół strefą paszportową. Najpierw musimy załatwić Visa on arrival. Stajemy w kolejce ok 20 osób. Większość anglojęzyczna. Dzieciaki z australii i starzy wyjadacze backpackerstwa. Kolejka idzie sprawnie, urzędnik w o dwa numery za dużym zgniło-zielonym mundurze zbiera promesy po czym przekierowuje nas do kasy(only cash). Jeśli nie masz zdjęcia można je zrobić na miejscu na tle naciągniętego płótna, które kiedyś było białe teraz wygląda jak miejsce egzekucji tych co zapomnieli zdjęć:). Wydający visy również tonący w przydużym uniformie ze starszego brata kolejno wywołuje nazwiskami do okienka. Wymowę trudno zrozumieć, na szczęście pokazuje zdjęcia paszportu. Kolejne nazwisko
-„Dorota”
-i kolejne nazwisko „Dorota”
Wygląda że to nasze Doroty:)
Odprawa paszportowa to już tylko formalność, przechodzimy i jesteśmy oficjalnie w Wietnamie yeah. Jeszcze taxa do hotelu i nastąpi długo oczekiwany prysznic. W informacji dowiadujemy się, że koszt dojazdu to ok 350.000 VND (ok 55zł) – fixed price. Uśmiechamy się po sobie,
-Fixed price jasne, już my tam znamy te numery z BKK
-Weźmiemy na meter i ich przerobimy
1h później wychodzi jak srogo się pomyliliśmy. Koszt dojazdu + 60 000 VND(ok 3$) w stosunku do fixed price z lotniska. Hanoi to nie BKK jednak nie możemy uwierzyć, że na meter wyszło drożej (zwłaszca, że odgległość wskazana przez licznik pokrywała się mniej więcej z dysntansem podanym na google maps).
Wietnamczycy o Hanoi mówią „Crazy City”, trudno nie przyznać im racji. Wychodzimy z taksówki…w koło jedno wielkie Beep, Beep, Beep, Beep, Beeeep oblewa nas z każdej strony rój pojazdów, przeważnie skutery. Przechodnie i skutery wymijają się slalomami. Zero zasad, rada dla pieszych: poruszać się stanowczo w obranym kierunku, nie zmieniać tempa, jeśli Beep jest głośny – przyśpieszać.
W Hanoi jest ok 7mln ludzi i 4mln skuterów. Idąc ulicami miasta wydaje się, że przynajmniej połowa z nich własnie jedzie coś załatwić. Olbrzymi ruch, prawie że chaos. Po kilku godzinach w Wietnamie dochodzimy do wniosku, że póki co przypomina połączenie Tajlandii z Kambodżą. Pomimo, że jesteśmy w dzielnicy typowo turysytcznej (Old Quarters) wcale nie jesteśmy otoczeniu tabunem białych. Masa miejscowych podązających w tylko im znanym kierunku, knajpki z mikroskopijnymi krzesełkami dla przedszkolaków obsadzone przez wietnamczyków, kobiety z wielkimi koszami z owocami. Wszystko to jak na razie jest ekscytująco interesujące i jakoś bardzo.. azjatyckie? Zobaczymy co przyniesie noc..
ładowanie mapy - proszę czekać...
Gratuluję świetnych reportaży z podróży – wartych upublicznienia.
Jakże Wam zazdroszczę tych przeżyć i widoków.
Hanka Lublinianka