Elfikova cesta

Samochodem do Ostrawy, Pendolino do Pragi, 777 do Dubaju i ponownie 777 do Jakarty. W końcu po 32h podróży, jesteśmy na miejscu. Poza incydentem z Praskim taksówkarzem, który wyzwał nas od „skurwiałych żebraków” na widok garści drobnych jakimi usiściliśmy rachunek, tranzyt  należy uznać za wyjątkowo bezproblemowy, uprzyjemniany kolejnymi atrakcjami. Ot, chociażby czeski pomysł – gra planszowa Elfikova Cesta na stolikach w pendolino, na której zaimprowizowanymi pionkami w mniej lub bardziej falicznych kształtach przy użyciu zaimprowizowanej kostki trenowaliśmy przed zbliżającą się  niewiele łatwiejszą podróżą.
Chaotyczny proces zdobycia Indonezyjskiej wizy na lotnisku współgra idealnie z jego bryłą – trochę baraku, trochę nieudanej pagody, trochę slumsów na pasach startowych. Wszystko dobitnie wskazuje że jesteśmy w Azji. Podświadomie dostosowujemy więc poziom oczekiwań do zachowań, otoczenia, czasu i  przestrzeni -Asia mode on* i wszystko jasne (zainteresowanych scenką rodzajową z wc na lotnisku w Jakarcie prosimy o kontakt na priv :)). Taksa z lotniska prawie w wyjściowej stawce (w trakcie jazdy kolejne pertraktacje +- 50.000 IDR ok/5$ ), klucząc pomiędzy uliczkami, w których w najgorszych koszmarach nie chciałoby się zostać samym, dowiozła nas w końcu do hotelu. Prysznic pobudza nas do działania, jest ok 20:00. Rano czeka nas pociąg do Yogyakarty ale zdążymy jeszcze zaliczyć Jalan Jaksa (uliczka z knajpami, teoretycznie siedlisko backpackerów). Parę Bintangów (tutejsze piwo) później, po bardzo dobrym Nasi\Roti (ryż\naleśniki na 100 sposobów) zjedzonych w towarzystwie szczura wracamy na spoczynek. Póki co miasto i pogoda nie zachwyca: ciemno i pusto (Ramadan, grrr..). Nie licząc dobrego jedzenia i porażki Brazylii w półfinale z Niemcami (7:1) nic szczególnie ciekawego się nie dzieje. Zgodnie cieszymy się z podjętej wcześniej decyzji o krótkim pobycie w stolicy.
Po kilku godzinach snu wszystko staje się lepsze. Okazuje się że Jakarta jest bardzo zielona a słoneczna pogoda dodatkowo potęguje pozytywne wibracje. W drodze na dworzec kolejowy mijamy kolejne bujne obszary roślinności wkomponowane w miasto: drzewa, kwiaty i instalacje typu Wielki Ananas. W głowach pojawia się myśl, że być może pochopnie wystawiliśmy Jakarcie średniawą cenzurkę? Nic straconego – za 3 tygodnie zrobimy drugie podejście.
Tymczasem mkniemy na wschód. Za oknem wiochy, dżungla i pola ryżowe a za 7h Yogya…

 

ładowanie mapy - proszę czekać...

Jakarta -6.175457, 106.827321