Master of puppets

Na 20:00 zarezerwowaliśmy sobie 1h na kulturę wysokich lotów i wybraliśmy się do sławnego Teatru Kukiełek na Wodzie. Teatr czy też prezentowana w nim forma wyrazu ma wieloletnią tradycję (1000lat) o czym chwalą się w każdym przewodniku. Wśród pozycji repertuaru żelazną jest przypowieść o powstaniu Wietnamu zrodzonego z miłości króla smoka i wróżki. Ten 1000 letni klasyk mieliśmy okazję zobaczyć właśnie dzisiaj i to w nie byle jakiej odsłonie. Zapowiadająca przedstawienie Wietnamka na wstępie wyrecytowała szereg nagród jakie otrzymali twórcy i odtwórcy za show, które miało nastąpić. Nie jesteśmy pewni ale popełniliśmy chyba małe faux pas
przychodząc na przedstawienie w klapkach i szortach na szczęście nie byliśmy jedyni. Użycia oficjalnych strojów w wizji tego wyjazdu jakoś nie zakładaliśmy*. Tak więc zasiedliśmy w VIPowskim drugim rzędzie przed wodną sceną pośród podobnych do nas i kobietach w perłach czekając na intro. Na wodzie pojawiają się kłęby dymu, z kłębów wynurza się po dłużej chwili smok i wróżka w postaci łabędzia, poruszaja się w takt gongów Cong Chien (bum bum bum…), śpiewów (tarirariram tari ram tari ram…) i  dżwięków Dan Bau (dim, dim, dim, dim). Wraz z przyśpieszeniem rytmu ruchy łabędzia i smoka są coraz bardziej dynamiczne. Raz po raz ocierając się o łabędzia smok wypluwa w jego kierunku zalotnie wode jak chłopiec ciagnacy warkoczyki dziewczynce która się mu podoba. W końcu pocieranie i plucie płynem skutkuje  poczęciem wielkiego jaja, które wynurza się w kłębach dymu  na środku sceny :). Po chwili z jaja wydobywają się dziesiątki małych skaczacych i robiących salta żółtych kukiełek, które multiplikują kolejne i kolejne. W taki właśnie sposób narodził się naród wietnamski :) Widać, że kukiełki brały udział w wielu przedstawieniach, co krok urwana nóża, rączka czy podbite oczko świadczyły o słabej post-eventowej konserwacji potwierdzając równocześnie dużą popularność tej formy sztuki w Wietnamie. Tak na prawdę na „dziele stworzenia” możnaby zakończyć przedstawienie. Dalszy ciąg wydaje się być bardzo monotonny, (może za wyjatkiem sceny z polowaniem na bawoła, kiedy muzyka znacznie przyspiesza) akcja siada, kukiełki wydają się tworzyć wciąż te same układy a monotonna rytmicznie oprawa dźwiękowa namawia do drzemki. Namowy te niejednokronie stają się skuteczne.
Pod koniec przedstawienia chcieliśmy udusić wiodącą śpiewaczkę. Wreszcie ożywienie wywołuje koniec podczas którego zza stawowej kurtyny wyłaniają się operatorzy lalek brodząc po pas w wodzie. Podsumowując: sztuka piękna, dająca poprzez wodę dodatkowy środek wyrazu ale dla cierpliwych. Mimo dłużyzn w drugiej części  spektaklu nakłaniających nas raz po raz do odpłynięcia w objęcia Morfeusza warto się wybrać aby lepiej poznać tutejszą kulturę. Z kultury wysokiej w drodze do hotelu zgarniamy jeszcze po kilka Bia…jutro wycieczka do Ha Long. Nie możemy się doczekać.

 

—————————————————————

*Jedyna opcja ubrania oficjalnych strojów w Azji jakie były przez nas kiedykolwiek brane pod uwagę to uszyte na miarę białe galowe mundury (z naszytymi medalami). Być może odwiedzimy krawca w Hoi An.