Oui, Paris

Bonjour.
W Vientiane jest trochę „jak w polskim filmie – nuda… nic się nie dzieje. W ogóle brak akcji.”
Vientiane to stolica Laosu, w wielu przewodnikach przedstawiana jako najspokojniejsza ze wszystkich stolic Azji. Wiadomo – jeżeli chodzi o spokój, patrząc na takie miasta jak Bangkok, Kuala Lumpur czy Dżakarta, poprzeczka pozwalająca zdobyć ten zaszczytny tytuł nie jest zawieszona wysoko. Właściwie to pozycja Laotanskiej stolicy w tym rankingu wydaje się byc niezagrożona przez najbliższe conajmniej 200 lat.
Zaplanowaliśmy tu postój na dwie noce. Przyjeżdżajac na miejsce ok. 13, zagnieżdżeniu się w hotelu i szybkim prysznicu, ruszyliśmy w miasto, by po dwóch czy trzech godzinach spaceru stwierdzić „widzieliśmy wszystko” oraz „a tutaj to przechodzimy już chyba czwarty raz”. Nie jest jednak tak że Vientianne to kompletna dziura. W okolicach starego miasta (to niezbyt fortunne określenie dla tworu mającego nie więcej niż 100 lat) będącego kilkoma uliczkami na krzyż trafić można bardzo wiele spokojnych, niemal zupełnie europejskich knajpek, w których w całkowitym spokoju wypić można włoska kawę czy francuskiefrancuskie croissanty. Oczywiście wszędzie widoczne są francuskie kolonialne wpływy i wciąż obecna fascynacja „francuskoscią”. Nasz hotel to New Lao Paris, położony zaraz obok piekarni Parisian, udekorowanej piękna wiklinową wieżą Eiffel’a. W bocznej uliczce restauracja z francuskim winem prowadzona przez Francuza, kawałek dalej dwie francuskie kafejki. Jakieś 500m od naszego hotelu  rozpoczyna się laotanskie Champs Elysses zwieńczone wielkim łukiem triumfalnym, którego kształt przywołuje (pomimo wykończenia wg lokalnej stylistyki) jednoznaczne skojarzenia. Laotanskiego Luwru nie stwierdzono, jednak niektóre partyjne budowle wzdłuż lokalnych Pól Elizejskich rozmachem mu nie ustępują.
Aby uniknąć zdecydowanego przechilloutowania organizmu, drugi dzień postanowiliśmy spędzić na zmotoryzowanych dwóch kółkach. Listę atrakcji wokół miasta otwiera i jednocześnie zamyka Budda Park – mały park zbudowany w latach 50 XX w. zapełniony betonowo ceglanymi wariacjami na temat Buddy, z wielkim 40m posagiem Buddy leżącego. Żadna figura nie jest raczej perełką wyszarpnietą dżungli, większość to 60letnie „nówki”. Czy warto? Jeżeli przez przypadek zaplanowałeś dwudniowy pobyt w stolicy to nawet trzeba – zdrowsze to niż kolejne bagietki i croissanty. Oczywiście jak w każdym większym mieście, natrafić można na małe ukryte perełki. Nam udało się znaleźć  świetne uliczne Pho w fajnej cenie, rewelacyjną koreańską sporą knajpę już z mniej rewelacyjnymi cenami czy przytulne małe knajpki na piwo czy kawę. Gastroturysci powinni się tu bawić całkiem dobrze, osoby na diecie niekoniecznie.
Merci.
Au revoir.

ładowanie mapy - proszę czekać...

Vientiane 17.966323, 102.611790