Mekong Lao cruise
Po kilku dniach rozpusty i niekontrolowanego trwonienia gotówki w Tajlandii jedziemy do taniego Laosu. W ramach urozmaicenia przeżyć, drogę do Luang Prabang postanowiliśmy pokonać Mekongiem. Choć opcja ze speedboatem zajmowała jedynie połowę czasu podróży wersją slow, zdecydowaliśmy się na opcję wolniejszą za to zdrowszą dla psychiki (i słuchu). Jako rzeczą różne źródła, 7 godzin podróży speedboatem organizm odreagowuje przez tydzień, 16-godzinną podróż slowboatem z noclegiem w Pakbeng jedynie 1 dzień. Jako materiał poglądowy odnośnie podróżowania speedboatem może posłużyć niniejszy
Teraz należy wyobrazić sobie 7h takiej jazdy między skałami w łódce dociążonej jedynie pasażerami i ich plecakami.. Obsługa speedboata podróżuje w kaskach, pasażerowie już nie.
Dojazd do przystani z Chiang Rai zajął jakieś 3h. Koszt transitu to 1500BHT na osobę. Rachunek obejmuje opłatę za łódź, dojazd autobusem do granicy z Laosem + tuk tuk do przystani. Po przejściu na tuk tuka zatrzymujemy się w ostatnim miejscu gdzie można wymienić dolary na laotańskie kipy oraz zaopatrzyć się w prowiant na drogę. Przy próbie wymiany okazało się, że laotańczycy przyjmą jedynie najnowsze dolary. Na nasze szczęście zaakceptowali również tajskie bahty, więc koniec końców udało się załatwić kanapki i wodę. Dodatkowo usłyszeliśmy dobra nowinę: siedzenia na naszej łodzi będą miękkimi fotelami a nie drewnianymi ławkami jak zapowiadano wcześniej, więc pojawiła się wizja podróży w nieco lepszych barwach (nasze zadki i kręgosłupy w dalszym ciągu pamiętają drewniane ławki z wietnamskiego pociągu). Po osiągnięciu przystani rozpoczęliśmy załadunek na pokład. Przy rezerwacji miejsc otrzymaliśmy informację że nasza będzie łodzią 30-osobową… Głupi.. znów daliśmy się nabrać… Skierowano nas do dużej raczej 130 osobowej… Wybór strategicznego miejsca w takich sytuacjach jest kluczowy. Siedzenia na łodzi ustawione w rzędach nie były niczym innym jak fotelami wyjętymi ze starych autobusów, pozbawionymi nagłówków, przytwierdzoymi do drewnianej konstrukcji. Ostatecznie zajęliśmy miejsca na środku pokładu, gdzie fotele były ułożone wzdłuż burt a nie w poprzek. Jak się później okazało były one jedynym słusznym wyborem dającym jakąkolwiek nadzieję na rozprostowanie nóg. Spóźnialskim zabrakło już miejsc w jakichkolwiek fotelach więc przyjmowali pozycje stojąco koczujące. Pomimo najlepszych miejsc gdyby nie Gin i Tequila te 7h byłoby nie do przejścia. Pod wieczór, wymordowani w końcu docieramy do Pakbeng – wioski mniej więcej w połowie drogi do Luang Prabang. Szybko decydujemy się na pokój spełniający wymagania minimalne: blisko przystani i w miarę czysto. Znajdujemy co chcieliśmy z widokiem na Mekong za jedyne 36pln. Prysznic dawno nie cieszył jak dzisiaj. Wreszcie można było również rozwiązać supełki z moczowodów i jelit. Ulga… Tani nocleg rozbudził apetyt na tanią kolację. Pięknie, nareszcie podreperujemy nasz budżet. Jakżesz się myliliśmy.. Jedzenie i Beerlao w Pakbeng cenowo przebijają Tajlandię, czego nie można powiedzieć o doznaniach smakowych. Biedny Laos (sądując po samochodach w tej dziurze) nie wygląda tak biednie. Wszędzie Toyoty Hilux lub Land Cruiser. Nieco zdegustowani położyliśmy się spać. Rano szybkie śniadanie i na łódkę i tu od razu miłe zaskoczenie. Dalej popłyniemy inną łodzią: ładniejszą, mniejszą, schludniejszą, z taką samą możliwiścią wyłożenia sie na drewnianej podłodze. Amerykanie robią grupenfoto, Chińczycy się obżerają, Hiszpanie kręcą skręta, mali Francuzi uczą obsługi ipada małego tubylca, a my rozwaleni na połowie pokładu jak właściciele tej krypy w cudownych nastrojach chłoniemy otaczający nas harmider z przerwami na drzemki.
Po kolejnych dużo lepszych siedmiu godzinach w końcu dobijamy do… Luang Prabang??? Oj nie – to byłoby zbyt łatwe. Pomimo że w centrum miasta jest przystań dla łodzi, nasza łódź dobija do brzegu kilka kilometrów od miasta. Wysadzeni w krzakach pośrodku niczego mamy tylko jedną możliwość: skorzystać z czekających na nas tuk-tuków… No cóż, każdy musi zarobić a panowie tuk-tukowi już zacierają ręce…
ładowanie mapy - proszę czekać...