Kuala Style
Przenosiny do stolicy Malezji – Kuala Lumpur przebiegły wyjątkowo bezproblemowo: najpierw 20 minut targowania się z Kambodżańskimi tuk-tukowcami o dolara, szybki dojazd do lotniska, bezproblemowa odprawa, dwugodzinny lot ze sporą dawka turbulencji, odprawa, przejażdżka szybka koleją z lotniska do miasta i podroż kolejką naziemną z dwoma przesiadkami do centrum.
Wysiedliśmy w dzielnicy Chow Kit, w której miał się znajdować nasz hotel. Przeszło 30stC, wielki ruch na ulicach, chodniki całe zastawione namiotami w których Malaje i Chińczycy sprzedają masę brzydkich ciuchów.
20 minut błądzenia wśród T-shirtow, torebek i futerałów na telefony, skręt w uliczkę w lewo, szczur, skręt w prawo i docieramy do hotelu – Citrus Hotel. Z hotelowym boyem. (W końcu jesteśmy w stolicy, nie?) Boy otwiera szeroko drzwi z jeszcze szerszym uśmiechem jak w 5* hotelu ale chodniczek przed drzwiami i otoczenie jakby nie pasują..
Tradycyjnie: check-in, prysznic i już zwarci i gotowi wyruszyć na żer.
Na ulicach praktycznie brak białasów, za to cala reszta to mieszanka hindusów, arabów i skośnookich z Tajlandii, Chin i nie wiadomo skąd jeszcze. Wszyscy, pomimo wielkiego upału chodzą w długich , czarnych spodniach, kobiety w długich sukniach zakrywających całe ciała. Do tego kolorowe chusty na głowach spod których widać tylko zadbane, pomalowane twarze.
Nieliczni biali łatwo są rozpoznawalni po mokrych śladów na chodnikach od utraty hektolitrów wody ;). Miasto niby nowoczesne, szybkie kolejki, 4-5 pasmówki ale miejscami jednak mocno zaniedbane. W całym mieście panuje nieustanny pęd do przemieszczania się. To zadziwiające jak mając szybką kolejkę powietrzną z rozbudowaną siecią połączeń, można mieć tak zakorkowane ulice. Jest walka o każdy milimetr kwadratowy jezdni i to właściwie z małym ruchem taksówkarskim (zdecydowana większość pojazdów to samochody prywatne). KL z pewnością nie jest miastem dla pieszych, o czym bardzo szybko się przekonaliśmy. Każda próba poruszania się piechotą to duże wyzwanie. Brakuje przejść dla pieszych, kładek itp. Przez jezdnię przechodzi się w tzw. w Kuala Style (nieważne ile jezdnia ma pasów i jakie jest światło, ważne jak jesteś szybki i zwinny.. i czy uda ci się zdążyć). Ogólnie odnieśliśmy wrażenie, że KL nie jest kompletnie nastawione na ruch turystyczny – śladowa ilość informacji, najprostszych oznaczeń kierunków itd. Jeśli nie ma czegoś na trasie kolejki to od tubylców ciężko uzyskać pomoc – niestety nie znamy Malayglisha…
Wieczorem na ulicach wyrastają przeróżne stragany z jedzeniem. Z każdą odmiana jedzenia. Wygląda na to, że Malajowie rzeczywiście uwielbiają jeść..
ładowanie mapy - proszę czekać...