Rejs po Morzu Południowochińskim

Kolejny dzień na naszej rajskiej wysepce postanowiliśmy wykorzystać na bardziej atletyczne zajęcie – kajaki. Pierwotnie plan był dosyć ambitny… Mając do dyspozycji jedynie siłę naszych mięśni postanowiliśmy opłynąć wyspę, zatrzymując się na snorkeling w co ciekawszych zatoczkach niedostępnych z lądu. Na trasie założyliśmy dwa obowiązkowe punkty, reszta to już czysty spontan. Pkt 1 – powrót na Romantic Beach aby jeszcze dogłębniej niż z Maanem zeksplorować faunę i florę, Pkt2 – Long Beach (mniej więcej w połowie trasy) na obiad. Dodatkowo w razie nieoczekiwanych okoliczności z Long Beach można szybko dostać się na drugą stronę wyspy do naszego matecznika Coral Bay. Do misji wybraliśmy pomarańczowe, dosyć szerokie, niezabudowane kajaki (co tłumaczy niestety brak zdjeć z pola walki). Taki model wydał się nam odpowiedniejszy na warunki morskie + umożliwiał łatwe zejście i wejście na pokład. Poza tym wyglądał bardziej Pro od znanej wszystkim ze spływów na mazurach wersji zabudowanej ;). Brak zabudowań miał nas również powstrzymać od zabierania zbędnych rzeczy. Tak więc na pokład dwóch kajaków zabraliśmy jedynie akcesoria do snorkelingu, ręczniki, po 1,5l wody, szczelnie zamknięte krakersy, drobne pieniądze i krem przeciwsłoneczny z faktorem 30. Wszystko starannie rozmieszczone aby zrównoważyc obciążenie wraz z nami na pokładach dwóch pomarańczowch kajaków opuszczało Coral Bay. Jako że kierowaliśmy się do wspomnianej wcześniej Romantic Beach musieliśmy niestety wiosłować pod prąd, przeciwko falom. Po wypłynięciu ledwo za pierwszy cypel (ok 150-200m od startu) nasze misterne, „szczelne” opakowania były już cale mokre, podobnie jak ręczniki. Z każdym ruchem wioseł dystans pomiędzy załogami wraz z poziomem wody w kajakach się powiększał, co łączyło się bezpośrednio z preferowanym stylem wiosłowania poszczególnych ekip ;). Styl stanowił wypadkową doświadczenia w kajakowaniu, zmiennych warunków atmosferycznych (co cypel prądy się znosiły wzajemnie kręcąc łódką, wzbijając duże fale), ilości speedboutów wzburzających dodatkowo morze. Tak więc jedni halsami, drudzy ruchem konika szachowego, wykonując co jakiś czas obrót wokół własnej osi „mknęliśmy” w kierunku Romantic Beach. Kiedy dotarliśmy na miejsce, cala plaża nasza. Wokół żywej duszy, biały piaseczek, palmy, lazurowa woda. Żałujemy ze nie mamy czym zrobić zdjęcia, jest tak bajkowo. Po krótkim snorkelowaniu ruszyliśmy w kierunku Long Beach. W międzyczasie pogoda z kajakowej zamieniła się na plażową. Zero chmur, słońce pionowo nad nami, fale i prądy bujają hamując wypracowany mozolnie rytm wiosłowania. Kończą się krakersy, woda też na finiszu. Słońce praży, wiosła coraz „cięższe” a do celu jeszcze daleko. Morale opada z każdym machnięciem. Również dystans pomiędzy kajakami niebezpiecznie wzrósł. Ekipa poruszająca się ruchem konika szachowego przeżywa wyraźny kryzys (tudzież głupawkę), „pieprzone kajaki! kto to wymyslił? nie paddluje już, pier… wszystko! ;)”. Japonki z ich kajaka dryfują na wodzie z większą prędkością niż sam kajak ;). Robimy przystanek nad rafą na krótkie nurkowanie aby ostudzić emocje. Woda krystaliczna, ogromne małże zapraszają do wody kolorowym ubarwieniem. Jest niestety już na tyle głęboko ze bez akwalungu nie wpłyniemy tam gdzie nas ciągnie najbardziej.. ławice ryb płyną leniwie z nami. Wpełzamy na kajaki i wiosłujemy dalej. Mijamy w końcu lagunę, jednak odpuszczamy wpłyniecie do niej ze względu na narastający głód. W końcu widać wpływające speedboaty do zatoki, jest zatem promyk nadziei :) wiosłujemy w kierunku cypla z nadzieją że mamy rację. Jeest! Dotarliśmy. Pierwsza załoga już dopływa, druga gdzieś migoce u wejścia do zatoki. 50 m od brzegu wyskakujemy do wody na płyciznę. W końcu dopływają „resztki morale” z drugiej łódki ” ja już nie płynę, pieprzone kajakowanie ku…”. Skwar daje popalić, szukamy miejsca do naładowania baterii na drogę powrotną. Zasiadamy „U Daniela”. Pyszne curry i swieże owoce (arbuz, papaya, mango, ananas) zamykają usta głównego marudy ;) i ogólnie wprowadzają nas w dobry humor. Upajamy się widokiem plaży, niektórzy z nas idą poleżeć na płyciźnie. Piasek mięciutki, fale rytmicznie szumia… błogostan. Zarzucamy ostatecznie opłynięcie wyspy. Paddlowanie pod prąd wymęczyło nas kompletnie. Decydujemy się na powrót tą samą drogą – z prądem powinno być dużo łatwiej. Lewa, prawa, lewa, prawa, morze pomaga ale sił już brak. Robimy częste przystanki dryfując miejscami. Czas na dłuższy odpoczynek bo słońce jest już nie do zniesienia. Wyciągamy kajaki na kolejna bezludna plażę tym razem pokryta martwym koralowcem i muszlami. Jest piękna. Nie możemy się nadziwić, ze jesteśmy na niej sami. Znowu żałujemy że nie mamy aparatu. No cóż..  Do wioseł, zbliża się 18, najwyższa pora na plażowe BBQ w Coral Bay ;). W końcu zmęczeni, spaleni słońcem ale zadowoleni docieramy do punktu startu (ok 7h od wypłynięcia). Niektórzy z nas decydują się jeszcze posnorkelować przy brzegu, aby do cna nacieszyc sie woda i tym co w niej jest. Udany dzień.. Yeah.

ładowanie mapy - proszę czekać...

Perhentian Islands 5.915407, 102.715951 Perhentian Islands Need for Speed: Malaysia Snorkeling Rejs po morzu południowo-chińskim BBQ Starts at 7 Need for Speed: Malaysia II